Prawo przyciągania to nie przypadek, pech lub łut szczęścia.

„Uważaj o czym marzysz, bo marzenia się spełniają” – tak mawiał mój przyjaciel kiedy byliśmy jeszcze w podstawówce. Wtedy wydawało mi się, że dotyczy to tylko tego, by być uważnym i nie myśleć o złych rzeczach, szczególnie względem innych osób. Nie miałam pojęcia o afirmacji czy manifestacji. Do tego moja mama powtarzała mi, że „wszystko będzie dobrze – nie martw się”, co dodatkowo umacniało mnie w przekonaniu, że muszę liczyć na cud czy też konkretny sukces sobie „wymodlić”. Kiedy zrozumiałam, że to my jesteśmy kowalami swojego losu i bez względu na to czy przydarzają nam się dobre, czy też mniej pozytywne sytuacje w życiu, to uświadomiłam sobie także, że jest to nic innego niż droga prowadząca nas do upragnionego celu. To, co po tej drodze (lub na jej końcu) nas spotyka jest skutkiem tego, w co wierzymy i co przyciągamy. Analogicznie zatem wystarczy w osiągnięcie celu uwierzyć – wejdziemy wówczas na wyższe wibracje, konsekwentnie dążąc do zrealizowania pragnień i wtedy nie zdarzy się cud, tylko osiągniemy wymarzony cel czy spełnimy najskrytsze marzenie.

Prawo przyciągania – co to?

Amerykańskie małżeństwo Esther i Jerry Hicks autorzy wielu publikacji, w tym bestsellerów „New York Times’a” przedstawiani są czasem jako twórcy „prawa przyciągania”. Na swoich występach przekonują publiczność, że „można realizować marzenia i być twórcą swoich doświadczeń”. Ich nauki, jak twierdzą, są konsekwencją objawienia, którego doznali w latach osiemdziesiątych, kiedy to „grupa podnoszących na duchu bytów” zwana przez nich „Abraham” przekazała im życiowe mądrości. Natomiast mówi się, że samo prawo przyciągania znane nam jest już przynajmniej od czasów starożytnych, z których podobno wywodzą się słowa „Przyciągamy to, w co wierzymy”. Także Buddzie przypisuje się poniższy cytat, który jest doskonałym wstępem do zrozumienia prawa przyciągania:

„Co myślisz, tym się stajesz. Co czujesz, to przyciągasz. Co sobie wyobrażasz, to tworzysz”.

Jak działa prawo przyciągania?

Najprościej mówiąc tak, że przyciągamy to, czego pragniemy, czego się boimy, przed czym się wzbraniamy. Nieoceniona moc umysłu polega na tym, że prawo przyciągania daje Ci to, w co wierzysz. Jesteśmy zatem w stanie kreować swoją rzeczywistość poprzez afirmację, porzucenie negatywnych schematów myślenia, bycie wdzięcznym za to, co już mamy. Zaakceptowanie siebie i swojej obecnej sytuacji życiowej oraz pożegnanie z przeszłością otwiera nam drogę do poznania nowego, a to z kolei sprawia, że mamy przestrzeń na realizację nawet najodważniejszych marzeń. Nie bez powodu mówi się, że kiedy jedne drzwi się zamykają, to otwierają się kolejne, czy że za rogiem czeka na nas nowe. Należy także mieć intencję, pracować nad sobą, by nie czekać bezczynnie aż nadejdzie pożądane. Kiedy zaufamy umysłowi i będziemy robili wizualizację marzeń, z czasem dotrze do nas, że choć są one odległe, to wcale nie awykonalne. Musimy być gotowi na przyjęcie nowego, myśleć o tym, że już to mamy, robić – popularne ostatnimi czasy – „mapy marzeń”. To nic innego jak miejsce, w którym kolekcjonujemy zdjęcia czy zapiski dotyczące naszych pragnień.

Efekt lustra i teoria cienia.

Carl Gustaw Jung – szwajcarski psychiatra i psycholog – zapożyczył termin „cień” od Friedricha Wilhelma Nietzschego – niemieckiego filozofa, filologa klasycznego, prozaika i poety, jednego z założycieli filozofii życia w Niemczech (via Wikipedia). Pierwotny wzorzec cienia jest ściśle związany z koncepcją podświadomości Freuda, jednak nie jest on z nią tożsamy. Freud uważał, że to, co znajduje się w naszej podświadomości jest silniejsze od tego, co mamy uświadomione, więc myśli z podświadomości mogą stłumić naszą świadomość.

Carl Gustaw Jung tłumacząc efekt lustra uświadamia nam procesy jakie zachodzą w naszych głowach kiedy reagujemy na zachowania innych. Gdy spotykamy na swojej drodze kogoś, kto z jakiegoś powodu budzi naszą niechęć, opór lub wywołuje w nas na przykład gniew, jest osobą, która tak naprawdę odzwierciedla nasze cechy charakteru – ukryte głęboko w nas. Tyle, że pozostały one w nas nieprzepracowane i dlatego są niewygodne i denerwujące. To właśnie one określane są mianem cienia. Cały proces zachodzi poza naszą świadomością, a cechy, które podsuwa nam świadomość, nieuświadomione lub z jakiegoś powodu wyparte, mogą wystrzelić z nas ze zdwojoną siłą, objawiając się w postaci psychoz czy nerwic.

Jak radzić sobie z efektem lustra?

Zasada Wszechświata stanowi o tym, że podobne przyciąga podobne, więc powinniśmy zmienić energię dyktującą nam niemoc czy złość na twórczość. Natomiast aby przekształcić złe na coś dobrego, najpierw musimy sobie swoje cechy i lęki uświadomić. Kiedy dostrzegamy, że ludzie, których spotykamy na naszej drodze traktują nas źle – zmiany w traktowaniu innych powinniśmy urzeczywistnić w nas samych. Kiedy jesteśmy niskoenergetyczni – takich ludzi będziemy przyciągać, kiedy w myślach dopuszczamy zdradę czy złe traktowanie partnerów, przyciągać będziemy np. osoby z rysem narcystycznym, które mogą nas skrzywdzić realnie. Efekt lustra występuje bardzo często także w związkach partnerskich; dostrzec to można kiedy jedno zarzuca drugiemu, że nie okazuje uczuć, a tak naprawdę lęk przed odrzuceniem czy okazywaniem emocji drzemie w obojgu z partnerów. Chuck Spezzano – światowej sławy psycholog i autor książek, a także twórca metody zwanej „psychologia wizji” twierdzi, że w momencie konfliktu w związku, po obu stronach jest to samo uczucie – wstydu, lęku, głodu, miłości itd. .

Czemu prawo przyciągania nie działa?

Pewnie każdy z nas zastanawiał się nad tym, dlaczego myśląc pozytywnie i stosując się do wszystkich zasad prawa przyciągania metoda ta nie działa. Myśli muszą być tożsame z naszymi uczuciami – nie możemy na zewnątrz emanować pozytywnym nastawieniem do świata, w głębi duszy w to nie wierząc. Co wtedy, kiedy zmieniliśmy nasze zachowanie i myśli, a efektu nie ma? Czy oznacza to, iż prawo nie działa? O tym przekonałam się, w momencie gdy mój znajomy powtarzał mi „wszystko w swoim czasie”. Wtedy zrozumiałam, że najbardziej w życiu brakuje mi … cierpliwości. To właśnie przez to, że w świecie cyfryzacji XXI wieku nauczeni jesteśmy dostawać to, co pożądane szybko, jak na pstryknięcie palcami i chcemy mieć wszystko tu i teraz, nie jesteśmy w stanie myśleć długofalowo. Wróćmy do korzeni – tylko spokój nas uratuje, więc oddychajmy, medytujmy, wyciszmy się i zajmijmy czule sobą oraz dążeniem do celu, wówczas ani się obejrzymy, a nadejdzie czas, w którym nasze marzenia i wizualizacje przyszłości staną się naszą rzeczywistością. Nic nie stoi na przeszkodzie, by być lepszym od siebie z dnia wczorajszego – spróbuj!

Powiązane wpisy

Komentarze